O mnie
Nie pamiętam, kiedy zaczęłam masować. Nie pamiętam też, kiedy zaczęła się moja fascynacja ciałem, emocjami i psychiką człowieka. Czasem mam wrażenie, jakbym była w tym od zawsze.
Na co dzień mieszkam i pracuję w Szczecinie, choć coraz częściej moja praca zabiera mnie też dalej — na wyjazdy, szkolenia, do saun i miejsc, w których prowadzę Pirts.
Kilkanaście lat temu postanowiłam spróbować wyjaśnić nauką to, co czuję. Poszłam na fizjoterapię. Później były kolejne kursy, terapie, studia podyplomowe. Wiedzy przybywało, a ja nadal nie do końca rozumiałam, co właściwie dzieje się pod moimi dłońmi. Dlaczego jedno ciało reaguje tak, drugie zupełnie inaczej. Skąd czasem pojawiają się emocje. Dlaczego ciało pamięta rzeczy, o których głowa dawno przestała myśleć.
Dużo zmieniło spotkanie z terapią czaszkowo-krzyżową. Niedługo później poznałam Lomi Lomi Nui.
Przepadłam.
Lomi zmieniło mój sposób dotykania ciała. Do dziś, kiedy staję przy stole do masażu, jestem zwyczajnie szczęśliwa. Nadal mogę godzinami obserwować, jak ciało reaguje na dotyk, jak się zmienia, broni, odpuszcza. Anatomia jest podobna, a jednak nie spotkałam dwóch takich samych ciał.
Z czasem okazało się, że stół do masażu to dla mnie za mało.
Pirts pojawił się później
I zajął bardzo dużo miejsca.
Dzisiaj prowadzę ceremonie Pirts i coraz mocniej wchodzę w tę łotewską tradycję. To zupełnie inny rodzaj pracy niż masaż. Jest gorąca sauna, kilkanaście witek, woda, zmiana temperatury i bardzo dużo obecności przy jednej osobie.
Ważny jest dla mnie przekaz Māry Zute z Łotwy, z którego wyrasta sposób pracy, którego się uczę. I wiem już, że to temat, w którym jeszcze długo będę miała czego się uczyć.
Prowadzę też seanse saunowe. Sauna po prostu bardzo mi odpowiada. Lubię ciepło, pracę z ludźmi i to, że czasem nie trzeba wszystkiego komplikować. Ma być dobrze.
Czasem wyjeżdżam z tym wszystkim dalej
Organizuję małe wyjazdy, podczas których łączą się rzeczy, które sama lubię: Pirts, sauna, ciało, las, odpoczynek i dobre jedzenie.
Nie zależy mi na programie rozpisanym od śniadania do kolacji. Lubię zostawić miejsce na rozmowę, hamak, spacer albo nicnierobienie. Człowiek nie musi cały czas czegoś „doświadczać”.
Nadal bardzo interesuje mnie psychika człowieka
Dlatego rozpoczęłam studia podyplomowe na SWPS związane z coachingiem i podstawami psychologii. Nie po to, żeby przestać pracować z ciałem i zacząć robić coś zupełnie innego.
Wręcz przeciwnie.
Im dłużej pracuję z ludźmi, tym mniej potrafię oddzielić ciało od tego, co człowiek przeżywa. Chcę po prostu lepiej rozumieć osobę, która jest przede mną.
Jestem też mamą
Mam dwóch synków i oni są dla mnie stałą inspiracją. Również dlatego praca z dziećmi i młodzieżą jest mi bliska.
Razem z mężem organizujemy obozy sportowe. Tam moja rola wygląda inaczej niż przy stole do masażu czy w saunie. Jestem z młodymi ludźmi, rozmawiam, obserwuję, czasem pracuję z nimi przez dotyk. Czasem potrzebują pomocy z ciałem, czasem rozmowy, a czasem po prostu dorosłego, który jest obok i nie próbuje od razu wszystkiego naprawiać.
To doświadczenie również bardzo dużo mnie uczy.
Uczę Lomi Lomi Nui
Prowadzę szkolenia Lomi Lomi Nui i bardzo mocno skupiam się na technice. Wierzę, że najpierw trzeba ją naprawdę zrozumieć, poczuć i mieć w ciele. Dopiero wtedy przychodzi swoboda — moment, w którym nie trzeba już zastanawiać się nad każdym kolejnym ruchem.
Bliska jest mi myśl Osho:
„Najpierw naucz się techniki, a potem o niej zapomnij. Po prostu czuj i poruszaj się za tym, co czujesz.”
„Kiedy uczysz się głęboko, dziewięćdziesiąt procent pracy wykonuje miłość, a dziesięć procent technika.”
— Osho, tłumaczenie własne
I właśnie dlatego technika jest dla mnie tak ważna. Nie po to, żeby każdy masaż wykonywać według tego samego schematu, ale żeby dała solidną podstawę, na której z czasem można przestać o niej myśleć.
Wtedy zaczyna się dla mnie najciekawsza część pracy — patrzenie na ciało, czucie go pod dłońmi, obserwowanie jego reakcji i odpowiadanie na to, co wydarza się w danym momencie.
Najpierw technika. Potem możesz o niej zapomnieć.
Bo każde ciało jest inne.
Po tylu latach nadal mam poczucie, że moja droga trwa. Każdy masaż, Pirts, szkolenie i spotkanie z drugim człowiekiem czegoś mnie uczy.
I dobrze.
Nie chciałabym dojść do momentu, w którym uznam, że już wszystko wiem.